Od fenomenu 2Cellos do artysty kompletnego. Luka Šulić zachwycił w Poznaniu

Od fenomenu 2Cellos do artysty kompletnego. Luka Šulić zachwycił w Poznaniu

Wielokrotne brawa na stojąco potwierdziły, że wirtuozeria Luka Šulicia wzbudza wielkie emocje. A te wiolonczelista budował z precyzją mistrza.

Pierwszy solowy koncert słoweńskiego artysty w Polsce stał się jednym z tych wieczorów, które redefiniują artystyczną tożsamość. W Sali Ziemi Poznań Congress Center wiolonczelista udowodnił, że po latach światowych sukcesów w duecie wkroczył w nowy etap - dojrzalszy, bardziej osobisty i w pełni autorski.

Choć to pierwszy solowy występ Luki w naszym kraju, polska publiczność zna go doskonale. Jako połowa duetu 2Cellos, tworzonego ze Stjepanem Hauserem, już występował w naszym kraju. Po raz pierwszy artyści przyjechali do Polski w lipcu 2012 roku u boku Eltona Johna. Brytyjski wokalista tak bardzo zachwycił się ich energią i sceniczną charyzmą, że zaprosił duet do udziału w całej trasie koncertowej. Później 2Cellos wracali do Polski już samodzielnie, aż do momentu, gdy pod koniec 2022 roku zdecydowali się na artystyczne rozstanie i indywidualne projekty.

Poznański koncert przedstawił nowy etap w życiu artystycznym wiolonczelisty - osobisty, autorski, w pełni sygnowany nazwiskiem Šulicia. Dwa lata temu wydał album „Life”, na którym zawarł własne kompozycje i aranżacje pop-rockowych klasyków. W Sali Ziemi przedstawił utwory właśnie z tego krążka, a towarzyszyła mu czwórka instrumentalistów smyczkowych oraz pianista. I co ważne, Luka grał na klasycznej wiolonczeli, która brzmiała niezwykle szlachetnie.

Wieczór otworzył subtelny „Shine”, po którym publiczność natychmiast weszła w mroczniejszą narrację „Noir”. Luka Šulić budował koncert jak opowieść - z dramaturgią, napięciem i wyraźnymi emocjami, doskonale podkreślonymi dynamiczną grą świateł, która dodawała wieczorowi elegancji i splendoru.

Kolejne kompozycje przyniosły szeroką paletę barw - od melancholii po niemal filmowy rozmach. Tytułowe „Life” stało się centralnym punktem programu - osobistym manifestem, w którym klasyczna dyscyplina spotyka się z popową wrażliwością. Autorska melodia „Phoenix”, okazała się utworem o pięknym brzmieniu, symbolicznym także w kontekście solowej drogi artysty. Ale koncert był także ukłonem w stronę repertuaru, który przyniósł Šuliciowi międzynarodową popularność. W „Beethoven Goes Metal” klasyczna fraza Ludwiga van Beethovena spotkała się z energią inspirowaną twórczością Metallici, a następujący po nim utwór „Nothing Else Matters” nadał kompozycji zupełnie nowy wymiar.

W czasie koncertu pojawiły się też interpretacje klasyczne: melodie z „Czterech pór roku” Vivaldiego, ekspresyjny „Czardasz” i „Nessun Dorma”. Nie zabrakło evergreenów Queen: „Bohemian Rhapsody” i „We Are the Champions” oraz „Fix You” zespołu Coldplay.

- Luka Šulić to artysta, który przeszedł drogę od spektakularnej popularności do świadomej, dojrzałej narracji muzycznej. W Poznaniu nie oglądaliśmy już połowy duetu - zobaczyliśmy w pełni ukształtowanego solistę. Šulić nie musi niczego udowadniać. On dziś po prostu opowiada swoją historię i robi to z klasą - powiedział Janusz Stefański z agencji Prestige MJM, która zorganizowała koncert.

Poznański wieczór pokazał, że Luka Šulić jest artystą, który odnalazł własny język - pomiędzy klasyką a popkulturą, techniką a emocją. I właśnie w tej przestrzeni czuje się dziś najbardziej autentyczny, czuje się po prostu sobą…

Komentarze:

Zobacz również: