Falk Maria Schlegel (Powerwolf): „Wilkołaki to mistyczne istoty, które umykają naukowym tłumaczeniom”

Falk Maria Schlegel (Powerwolf): „Wilkołaki to mistyczne istoty, które umykają naukowym tłumaczeniom”

W miniony piątek ukazał się ósmy studyjny album niemieckiej grupy Powerwolf, zatytułowany  „Call Of The Wild”. Niedługo przed premierą tej płyty porozmawialiśmy z klawiszowcem zespołu, Falkiem Marią Schlegerem, który opowiedział nam między innymi o tym, jak on i jego koledzy poradzili sobie z nagrywaniem nowego materiału w dobie pandemii oraz gdzie w Europie można było natknąć się na wilkołaki. Zapraszamy do lektury! 

Rozmowę w imieniu portalu wyspa.fm przeprowadził Mateusz M. Godoń.

MATEUSZ: Cześć Falk! Co u ciebie słychać?

FALK MARIA: Wszystko świetnie! To doskonały czas na promocję i wywiady, bo to znaczy, że nasz nowy album jest nagrany, zmiksowany, zmasterowany i wszystko jest gotowe. Więc to naprawdę super sytuacja.

MATEUSZ: Rewelacja! Premiera nowego albumu już wkrótce – czujesz narastającą ekscytację?

FALK MARIA: No pewnie! Zawsze cieszymy się na premiery albumów. To już nasz ósmy krążek, ale za każdym razem jesteśmy tak samo podekscytowani. Uwielbiamy ten album, oczywiście, ale mamy też nadzieję, że fani podzielą nasz entuzjazm. Nie możemy się doczekać, aż usłyszymy ich opinie!

MATEUSZ: Opowiedz, jak wyglądała praca nad albumem w pandemicznych czasach! Czy wyglądało to zupełnie inaczej, niż zwykle?

FALK MARIA: Niekoniecznie, bo mieliśmy tworzyć materiał na ten album po zakończeniu trasy z Amon Amarth w Ameryce Południowej. Niestety, wybuchła pandemia i musieliśmy odwołać ostatnie koncerty, ale pracę nad krążkiem zaczęliśmy w marcu zeszłego roku, zgodnie z planem. Zamknęliśmy się w swojej jaskini i odseparowaliśmy się od wszystkich, zanurzając się w swoim własnym świecie i pracowaliśmy nad piosenkami. Oczywiście były problemy, ale przyszły później, gdy przyszedł czas na nagrywanie, ograniczenia w podróżowaniu trochę nam to utrudniły. Wiesz, chcieliśmy nagrywać z Jensem Bogrenem w Szwecji, ale uznaliśmy, że podróż samolotem to zbyt duże ryzyko. Zamiast tego, postanowiliśmy jechać do Niderlandów, do Joosta van den Broeka, który pracował już z nami przy produkcji naszej kompilacji „Best of the Blessed”. Więc to nie była aż tak duża przeszkoda, musieliśmy po prostu trochę pozmieniać plany. Ale potem przyszły kolejne problemy, bo rząd zabronił nam podróży do Niderlandów, ze względu na wzrost zakażeń. Najczęściej jest tak, że jak masz już gotowy materiał i trzeba go tylko nagrać, podróż to najłatwiejsza część. Tym razem okazała się jednak najtrudniejszą! Ale ostatecznie wszystko się udało i końcowy rezultat jest naprawdę fantastyczny. Jesteśmy zachwyceni cięższym brzmieniem tego albumu i to dla nas najważniejsze.

MATEUSZ: Wybraliście „Beast of Gévaudan” na wasz pierwszy singiel – co zadecydowało o tej decyzji?

FALK MARIA: To nie była łatwa decyzja. Po długich dyskusjach uznaliśmy, że „Beast Of Gévaudan” to świetny wybór, bo z jednej strony opowiada niesamowitą historię, a z drugiej jest to bardzo mocny kawałek, bardzo „Powerwolfowy”, o typowym dla nas brzmieniu. To były główne powody. Kochamy atmosferę tej piosenki. Jej tekst oparty jest na francuskiej legendzie z XVIII wieku. Opowieść osadzona jest na południu Francji, w regionie Gévaudan. Legenda głosi, że mieszkała tam bestia, która zamordowała setkę ludzi. Co najmniej! Jak można było żyć z takim potworem? Historia wydała nam się interesująca, bo doskonale wpasowuje się w tematykę albumu, który łączy w sobie przerażające legendy i religię. Nakręciliśmy już teledysk do tej piosenki i będzie bardzo dobry! Zaskoczymy was! [śmiech]

MATEUSZ: W takim razie nie mogę się doczekać premiery! „Beast of Gévaudan” to nie jedyna piosenka o wilkołakach na tym albumie – sięgacie również po legendy o tych stworzeniach z różnych zakątków świata, jak Rumunia czy Irlandia. Gdzie znajdujecie te historie?

FALK MARIA: Jeśli trochę poczytasz – a my czytamy dużo o wilkołakach, wampirach, strzygach i innych legendarnych bestiach! – znajdziesz je na całym świecie. Szczerze mówiąc, długo myślałem, że pojawiają się tylko w legendach z Europy Wschodniej – jak na przykład Varcolac z Rumunii. Wtedy odkryliśmy, że w Irlandii był Faoladh, we Francji Bestia z Gévaudan – przykłady można mnożyć. Wilkołaki były po prostu w całej Europie! Dla nas interesujące było pisanie o nich i o ludziach, którzy nie wiedzieli, co się dzieje. Wiesz, to mistyczne istoty, które umykają naukowym tłumaczeniom. Co tak naprawdę się stało i dlaczego? No właśnie, nie wiemy! To bardzo dobry temat dla Powerwolfa, to połączenie naszego credo i tematów religijnych, bo to znaczy, że musisz w coś uwierzyć. Ludzie bali się tego wielkiego wilka z Gévaudan, ale czy to był wilk? Czy kara boska, cytując za Biblią: „I sprowadzę zębiska dzikich zwierząt”? Nikt nie wie! Ale ostatecznie to znaczy, że musisz w coś uwierzyć, nawet w siebie. A to zawsze temat dla Powerwolfa.

MATEUSZ: Pewnie! W piosence „Blood for Blood (Faoladh)” da się usłyszeć typowo celtycki instrument – dudy. Trudno je było wkomponować w piosenkę? Kto na nich grał?

FALK MARIA: Po pierwsze, z dudami było tak, że były… pierwsze [śmiech]. Postanowiliśmy, że będą w piosence zanim nawet nagraliśmy gitary i inne typowe instrumenty. Kiedy wpadliśmy na pomysł o kawałku na temat Faoladha na tym albumie, pomyśleliśmy, że dobrze byłoby wprowadzić trochę folkloru, by dźwięk wpasował się w klimat irlandzkich pieśni. I dopiero wtedy dodaliśmy gitary i całą resztę. Ale muszę się przyznać, to, co brzmi jak dudy, to tak naprawdę sample i klawisze… [śmiech]. Nie mogliśmy użyć prawdziwych dud przez tonację. Nie da się nastroić dud na tak niskie tony, jakie są w muzyce Powerwolfa. Przyznaję, zagraliśmy to na keyboardzie – ja grałem! I faktycznie, brzmi jak prawdziwe dudy [śmiech]. A jak byśmy postanowili zagrać tę piosenkę na żywo z dudami, to musielibyśmy je kompletnie przestroić, a ich nie da się nastroić tak nisko. Dlatego zrobiliśmy jak zrobiliśmy.

MATEUSZ: Jest jeszcze jedna piosenka na albumie z typowo „Powerwolfowym” podtekstem, zatytułowana „Undress to Confess”. Odpowiedź jest raczej oczywista, ale chciałbym ją usłyszeć od ciebie – o czym jest ten kawałek?

FALK MARIA: Muszę przyznać, że nie ma albumu Powerwolfa bez jakiejś szokującej, sprośnej historii! Tym razem jest o, nazwijmy to, intymności spowiedzi… czy czymś takim [śmiech]. O reszcie decyduje wyobraźnia. Zawsze lubiliśmy pisać takie piosenki, zaczynając od „Resurrection by Errection”. „Undress to Confess” pokazuje humorystyczną, ironiczną stronę Powerwolfa. Nasza muzyka to też rozrywka, nie tylko lekcja historii. A dla porównania, w kawałku „Glaubenskraft” mamy zupełnie inne podejście. Niemiecki tekst tej piosenki jest bardzo cyniczny i brutalny. I to taki jakby kontrast, by pokazać, że mamy szczyptę niegrzecznego humoru w naszej muzyce. To też ważny przekaz dla naszych fanów. I myślę, że każdy, kto usłyszy „Undress to Confess” wie, o co chodzi [śmiech]. Mówiąc wprost – jak piosenka ma taki tytuł, to myślisz sobie: „OK, co oni robią w tym kościele...?” [śmiech]. Więc widzisz, zawsze trzeba podchodzić do twórczości Powerwolfa z pewnym specyficznym poczuciem humoru. A „Undress To Confess” to taki trochę kiczowaty kawałek, z organami i zwykłym keyboardem w środku piosenki, który wprowadza klimat lat osiemdziesiątych. Uwielbiam to!

MATEUSZ: Tak jak na poprzednim albumie, również na tym znalazła się ballada, nosząca tytuł „Alive or Undead”. To dość zaskakujące, bo na poprzednich krążkach zespołu ballady się nie zdarzały. Czy to znaczy, że teraz możemy się już ich spodziewać na wszystkich nowych wydawnictwach?

FALK MARIA: Dobre pytanie, bo kilka lat temu, gdy nagraliśmy naszą pierwszą balladę, „Where The Wild Wolves Have Gone”, powtarzałem w wywiadach, że to się więcej nie powtórzy, bo teraz to się po prostu… przytrafiło. I proszę, teraz przytrafiło się znowu. Nie planowaliśmy tego, mieliśmy na początku tylko ten wers i fragment na pianinie, nie wiedzieliśmy, czy to będzie ballada, czy szybszy kawałek. Więc odczekaliśmy trochę, jak wino w piwnicy [śmiech]. Po jakimś czasie, nałożyliśmy głos Attili na te partie klawiszowe i uznaliśmy, że ta piosenka będzie brzmiała lepiej jako ballada. A w międzyczasie zrozumieliśmy, że dobrze jest zrobić coś takiego od czasu do czasu. Na przykład, zagraliśmy „Where Wild Wolves Have Gone” na Wacken Festival, gdzie byliśmy headlinerem w 2019 roku. Na ogół nie gra się ballad na tego typu imprezach, wszyscy oczekują od ciebie tych najbardziej dynamicznych kawałków. A gdy zagraliśmy tę piosenkę, szybko zauważyliśmy, że zjednoczyła publiczność, wszyscy stali blisko siebie, tak wiesz, przedpandemicznie blisko. I kto wie, może dzięki temu odważyliśmy się nagrać kolejną balladę. Ale piosenki nie da się zaplanować. Najczęściej zaczynamy od refrenu, czy czegoś podobnego, i na tym budujemy. Więc nie wiem, być może jeszcze jakaś ballada nam się przytrafi, a może już nigdy więcej! Wszystko jest możliwe!

MATEUSZ: Ale na razie tego nie planujecie, prawda?

FALK MARIA: Szczerze mówiąc, nigdy nie planujemy, że napiszemy jeszcze jedną taką czy inną piosenkę. Weźmy na przykład „Demons Are A Girl's Best Friend” – jeśli postanowisz zrobić jeszcze jeden taki numer, to będzie brzmiało jak nowa wersja starego kawałka. A czymś takim zawiedlibyśmy wszystkich. Więc po prostu planujemy napisać nowe piosenki i obserwujemy, co z tego wyjdzie. Czasami to też jest trudne, bo zdarza się, że masz jakieś dobre fragmenty, a po jakimś czasie okazuje się, że trzeba się ich pozbyć. To proces twórczy i robimy to z pasją. Ostatecznie, wybieramy piosenki, z których jesteśmy naprawdę zadowoleni.

MATEUSZ: Jasne! Wersja deluxe albumu zawiera również dodatkowy krążek, zatytułowany „Missa Cantorem”, na którym będzie można usłyszeć Wasze największe hity w interpretacji zaproszonych artystów, takich jak Johan Hegg, Christopher Bowes i Doro Pesch. Kogo najtrudniej było przekonać do tego projektu? Pamiętasz jakieś zabawne sytuacje z nagrań?

FALK MARIA: Sam pomysł powstał w Ameryce Połodniowej, podczas naszej trasy z Amon Amarth, o której już wspominałem. Mówiłeś o Johanie – jesteśmy bardzo blisko zaprzyjaźnieni, ale o dziwo nigdy nie zagraliśmy razem trasy. I w końcu nam się udało. Wiesz, jak to jest – pomiędzy koncertami było dużo sympatycznych wieczorów i oficjalnych imprez, na których byliśmy razem. Któregoś razu siedziałem z Johanem w hotelowym lobby i pomyślałem, że mamy taki kawałek, „Nightside of Siberia”, typowo Powerwolfowa piosenka, ale pasuje też stylowo do Amon Amarth. I po prostu zapytałem, czy chciałby nagrać z nami ten utwór – nie myślałem wtedy o całej kompilacji, raczej o specjalnym singlu czy bonusowym kawałku. Najczęściej trudno znaleźć czas na taką współpracę, bo każdy zespół ma swoje projekty, trasy koncertowe odbywają się w różnych terminach i miejscach, więc ciężko się złapać razem w studiu. A on po prostu powiedział „tak”! Pomyśleliśmy, że może warto zaprosić więcej znajomych artystów do zaśpiewania naszych piosenek – i tak zrobiliśmy! Generalnie wszyscy odpowiadali „tak, zróbmy to” i dyskutowaliśmy, które kawałki będą najlepiej dobrane do ich wokalu. Na przykład, Doro i jej charakterystyczny styl śpiewania idealnie pasował do ballady „Where The Wild Wolves Have Gone”. Zapytałeś też o najzabawniejsze sytuacje… Wiesz, muszę przyznać, czasami rezultaty mnie naprawdę zaskakiwały. Tak było z Johannesem Eckerströmem z Avataru, który postanowił zaśpiewać „We Drink Your Blood” i podszedł do sprawy zupełnie inaczej, niż Attila. Więc gdy zaśpiewał to growlując, był to dla nas spory szok, biorąc pod uwagę, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do melodyjnego wokalu Attili w tym kawałku. Tak, wiele było takich niespodzianek, ale ostatecznie kocham każdą z nowych wersji naszych utworów z płyty „Missa Cantorem”.

MATEUSZ: Wyjaśnij proszę jedną rzecz, dotyczącą „Missa Cantorem” – piosenki śpiewają sami zaproszeni goście, czy to ich duety z Attilą?

FALK MARIA: Nie, każdy śpiewał swój kawałek. Przygotowaliśmy dla naszych przyjaciół ścieżki z wersjami instrumentalnymi naszych utworów, więc wystarczyło dograć do nich wokale, tak jak tylko chcieli. I, jak mówiłem wcześniej, mieli wolny wybór, co do utworów. Na przykład, Matt Heafy z Trivium przyznał, że jest fanem Powerwolfa od jakiś 10 lat, więc doskonale zna nasze piosenki. Zapytaliśmy, którą z nich chciałby wykonać, a on wybrał kawałek, którego nigdy nie graliśmy na żywo, „Fist by Fist (Sacralize or Strike)”. Moim zdaniem, to bardzo niedoceniony utwór z potencjałem na miarę „Fire and Forgive” czy „Sanctified with Dynamite”. Więc bardzo, bardzo się cieszymy, że piosenka dostaał drugie życie z nowym wokalem. Uważam, że materiał z tymi wszystkimi coverami to bardzo dobry dodatek do „Call of the Wild”.

MATEUSZ: Na pewno, nie mogę się doczekać, by je usłyszeć! Tak jak poprzedni album, ten wyszedł spod producenckiej ręki Jensa Bogrena i Joosta van der Broeka. Jak układała się współpraca? Co przekonało Was, by znów powierzyć im to zadanie?

FALK MARIA: Na tym albumie, Jens Bogren zajął się tylko miksem, więc nie brał udziału w procesie twórczym. Jak mówiłem wcześniej, z Joostem van der Broekiem pracowaliśmy już nad albumem „Best of the Blessed”. Pracował również z Epicą i Ayreonem, specjalizuje się w aranżacjach symfonicznych i orkiestrowych. Teraz po raz pierwszy wysłaliśmy mu nasze wczesne demówki jako producentowi. Chcieliśmy, by ich posłuchał i powiedział, co by do nich dodał – może orkiestrę albo chór. I to był strzał w dziesiątkę, bo miał mnóstwo pomysłów na nowe elementy, które pomogły urozmaicić brzmienie tych piosenek. Poza tym, że Powerwolf ma bardzo konkretną wizję swojego brzmienia, on pomógł nam doprecyzować detale. Dzięki temu, gdy już nagraliśmy ten materiał, łatwiej mu było ustalić, co można w nim jeszcze poprawić – i bardzo nam się ten proces podobał. No i zawsze to dobrze mieć kogoś przy sobie, kto wesprze cię w różnych kwestiach.

MATEUSZ: Jak zawsze, album będzie miał piękną okładkę autorstwa Zsofii Dankovej. Mógłbyś przybliżyć nam jej symbolikę?

FALK MARIA: Walka dobra ze złem to temat przewodni dla Powerwolfa. Jak zawsze, Zsofia świetnie się spisała, a pomysł wyszedł jak zwykle od Matthew Greywolfa. Pracowali nad nim razem i Zsofia namalowała obraz w typowym, Powerwolfowym stylu. Oczywiście, jest na nim wilkołak, który stał się naszym symbolem, tak jak Eddie dla Iron Maiden. Na okładce widać wiele szczegółów po obu stronach, balans między dobrem i złem. A jeśli przyjrzysz się bliżej, możesz pomyśleć, że to zło ostatecznie zwyciężyło, ale w tle dostrzeżesz wilka, trzymającego dźwignię, którą może pociągnąć w dowolnym kierunku… Więc zawsze jest coś więcej, w co można uwierzyć, jakaś siła wyższa, operująca w tle. I to nie jest czarne i białe, jak często bywa w Kościele. Zawsze są odcienie szarości pomiędzy i to właśnie symbolizuje okładka. Podobnie jest z tytułem krążka – „Call of the Wild” to zew, który przyciąga Powerwolfa i naszych fanów z powrotem na scenę i pod nią. Nasza publiczność jest zawsze szalona i głośna, więc mam nadzieję, że już wkrótce będziemy znów mogli poszaleć razem. A dopóki koncerty nie wrócą, możesz szaleć, słuchając „Call of the Wild”. I to cała historia!

MATEUSZ: Jeśli pandemia znowu nie pokrzyżuje wam planów, ruszycie w trasę po długiej przerwie pod koniec roku. Czego możemy się spodziewać po nadchodzących koncertach – co przygotowujecie, by zaskoczyć swych fanów?

FALK MARIA: Zdradzę, że możecie się spodziewać prawdziwego wilczego szaleństwa – jak zawsze! Tym razem nasz koncert w Polsce odbędzie się w większej sali, więc będziemy wreszcie mogli użyć efektów pirotechnicznych. Jak ostatnim razem graliśmy w waszym kraju, ich użycie było zabronione, jeśli dobrze pamiętam. A my zawsze gramy wielkie koncerty z efektami pirotechnicznymi i wieloma innymi, fantastycznymi dodatkami. A najważniejsza w tym wszystkim jest interakcja z publicznością, kochamy to! Więc umieszczamy wszędzie te niesamowite efekty, żeby nasi fani czuli się, jakby byli w kościele i uczestniczyli w metalowej mszy! Z drugiej strony, to właśnie te chwile z fanami, które sprawiają, że koncerty są tak uzależniające – na przykład pojedynki między mną i Attilą, żeby podzielić publiczność! Jesteśmy jak Mojżesz, a publiczność jest jak morze przed nami! [śmiech]. Myślę, że to udoskonalimy, albo wymyślimy coś nowego, równie zabawnego – zobaczymy! Ale oczywiście, szykujemy się już do pełnego powrotu na scenę.

MATEUSZ: Jak sam wspomniałeś, poza byciem klawiszowcem, często wspierasz też Attilę w interakcjach z fanami. Czy to sprawia, że czujesz się jak drugi frontman grupy?

FALK MARIA: Tak, i potraktuję to jako komplement, skoro tak mówisz [śmiech].

MATEUSZ: To absolutnie był komplement!

FALK MARIA: Szczerze – to tak, czasami tak się czuję! Bywa tak, że gdy krzyczę bez mikrofonu, to trochę przypomina walkę Dawida z Goliatem, gdzie Attila jest oczywiście Goliatem, a ja Dawidem. Początkowo, jak graliśmy nasze pierwsze koncerty, gdy robiłem to samo, ludzie nie do końca wiedzieli, co o tym myśleć. Klawiszowiec w centrum uwagi, o co mu chodzi? Co on tam robi? Ale z biegiem czasu stało się to ważną częścią koncertów. A dla mnie, jako klawiszowca, ciężko jest po prostu stać z tyłu sceny. Wiesz, gdy akurat nie grasz, to po prostu tam sterczysz i to jest nudne. A jest przecież wielu klawiszowców, którzy wnoszą dużo do koncertów! Na przykład mój idol, Flake z Rammsteina, Chris Bowes z Alestormu czy Coen Janssen z Epiki , oni dużo działają ze swoimi keyboardami w czasie koncertów! Dlatego wpadliśmy na pomysł tych pojedynków z Attilą, i dzięki temu razem celebrujemy występy. To takie zachowanie, z którym chcę być kojarzony, naprawdę bardzo lubię to robić, nawet bez instrumentu, jak to jest w moim przypadku. To naprawdę wielka frajda!

MATEUSZ: Dokładnie tak! To właśnie sprawia, że wasze koncerty się wyróżniają, bo niewiele zespołów robi coś podobnego. Świetnie jest brać w tym udział!

FALK MARIA: Dziękuję ci bardzo za te słowa! Ale wierz mi, początkowo ludzie nie byli tak pozytywnie nastawieni. Było dużo pytań w stylu: „A co to? Co ty wyrabiasz? Jesteście heavy metalowym zespołem, po co wam ten keyboard, do cholery?! I czemu tak podskakujesz?!” [śmiech]. Często mnie to spotykało, ale dodało mi to tylko więcej siły. A w międzyczasie, jak mi się zdaje, udało mi się przekonać wiele osób, że klawiszowiec w zespole metalowym to nie taki zły pomysł.

MATEUSZ: To bardzo dobry pomysł! Zawsze fantastycznie się bawię, gdy dołączasz do Attili na środku sceny!

FALK MARIA: Dziękuję!

MATEUSZ: Jak już mówiliśmy, podczas nadchodzącej trasy Wolfsnächte Tour, znów zawitacie do Polski – tym razem do Katowic. Jak wspominacie wasze poprzednie wizyty w tym kraju?

FALK MARIA: Zawsze pozytywne! Od samego początku miałem wrażenie, że powinniśmy grać więcej koncertów w Polsce! Jak jedziemy w trasę, zazwyczaj graliśmy tylko w Warszawie i to wszystko – a zawsze powtarzałem naszej agencji koncertowej , że powinni nam tu zorganizować więcej występów, i tak było przez ostatnie lata. Nie wiem jak to ująć, w Polsce gra się inaczej, niż w Niemczech, bo ludzie są tacy… nieprzewidywalni? [śmiech]

MATEUSZ: To na pewno!

FALK MARIA: Nieobliczalni i szaleni! Odnoszę wrażenie, że Polacy zawsze chcą zaskoczyć zespół od pierwszych sekund. Gdy wchodzimy na scenę, to jakbyście mówili: „musimy im pokazać, że nigdy nie zapomną, iż tu przyjechali!” – to naprawdę fantastyczne i sprawia, że uwielbiam grać w Polsce. Muszę też przyznać, że za każdym razem dostajemy bardzo dobre jedzenie – tradycyjne potrawy, które mi bardzo smakują! No i poza tym mam dużo pięknych wspomnień z Polską. Na przykład, spędziliśmy rewelacyjny dzień w Warszawie po naszym koncercie z Epiką, super wieczór na Starym Mieście! Jak widzisz, Polska wywołuje we mnie bardzo miłe odczucia – nie możemy się już doczekać, by tu wrócić i zgromadzić jeszcze więcej wspomnień!

MATEUSZ: Powoli zbliżamy się do końca wywiadu – może chciałbyś podzielić się czymś prosto z serca z polskimi fanami?

FALK MARIA: Tak, chciałbym powiedzieć jedną rzecz: pozostańcie szaleni i pozostańcie radośni w tych dziwnych czasach! Damy radę, pokonamy to! A wtedy znów się spotkamy wszyscy razem. A póki co – dbajcie o siebie!

***

ENGLISH VERSION

Last Friday, the eighth studio album of the German group Powerwolf, entitled "Call Of The Wild" was released. Shortly before the premiere of this longplay, we spoke with the band's keyboardist, Falk Maria Schleger, who told us about, among other things, how he and his colleagues coped with recording new material in the era of a pandemic and where you could come across werewolves in Europe. Enjoy your reading!

The interview was conducted by Mateusz M. Godoń on behalf of our website .

MATEUSZ: Hello, Falk! How are you today?

FALK MARIA: I'm fine! It's a very good time to do the press and the interviews right now, because that means that we have a new album recorded and mixed and mastered and everything is finished. So, yeah, it's definitely a good situation.

MATEUSZ: Fantastic! The new album will be out very soon – are you already excited about its release?

FALK MARIA: Absolutely! We are always excited when the new release comes out. It's already our eighth piece, but the feeling is every time the same. We absolutely love this album, obviously, but I hope our fans will share our enthusiasm. Learning their impressions after hearing new material is always a little bit an exciting thing and we're looking forward to it again!

MATEUSZ: So how did the work go on the album during the pandemic? The operational conditions were totally different than before. So was the work mode significantly different from the usual one?

FALK MARIA: No, I wouldn't say that, because the plan was already to begin with the songwriting right after the tour with Amon Amarth in South America. Unfortunately, the pandemic broke out, so we had to cancel the last few shows, but still, the plan was to start to work on the new album in March last year, and so we did. We got back to our cave, where we were completely separated from the rest of the world and had our own universe, so that we could work on the new songs. Of course, there were some issues later on, when we wanted to record the new stuff – for example, the travel restrictions had a great impact on our workflow. You know, we planned to record this stuff with Jens Bogren in Sweden, but traveling with a plane was a bit risky. So we decided to go to the Netherlands to Joost van den Broek, who was already involved in the production process and worked with us on our “Best of the Blessed” compilation. So it wasn't a huge deal – we just switched a little bit. But then, other obstacles appeared, because the government said that we aren't allowed to travel to the Netherlands due to the amount of the COVID cases there. Usually, when you have the material written and want to record it, the journey is the easiest part. It turned out to be the hardest part this time. But in the end everything worked out and the result was absolutely fantastic. We are super happy with the heavy sound on this album and that is the most important thing.

MATEUSZ: You chose “Beast of Gévaudan” for the first single off the new album. What made you decide it was the best song for this role?

FALK MARIA: Well, it was quite a hard decision to choose which song should be the first single! After long discussions, we decided that “Beast Of Gévaudan” would be a great choice, because, on one hand, there's a big story behind it, and on the second hand, it is a very powerful and “Powerwolfish” song, quite typical for our trademark. So these were the main reasons behind this decision. We love this atmosphere of the whole song. Its lyrics is based on a French legend from the 18th century. The tale is set in the south of France, in a region called Gévaudan. The legend says that there was a beast which has killed over one hundred people. And it was the least! What was it like to live with something like that? We found this story very interesting, because it fits perfect to our main topics on this album, as it's a combination between scary legends and religion. We have already done the video for this song and it would be very good! You can be surprised [laughter].

MATEUSZ: Can't wait to see it, then! Obviously, “Beast of Gévaudan” is not the only song about werewolves on this album, because you also reach for the legends about these creatures from other parts of the world, including Romania and Ireland. Where are you looking for such stories?

FALK MARIA: If you read – and we read a lot about werewolves, vampires, strigoi and other legendary beasts – you can see and recognize that legends about such creatures are present all over the world. To be honest, at first point I thought it would be only located in Eastern Europe, you know – stories about Varcolac, for example, are located in Romania. Then we found out about Faoladh that's based in Ireland, the Beast of Gévaudan from France and many more. You know, they are mystical beings that elude scientific explanations. What really happened and why? We don't know! That is really a good topic for Powerwolf and to have this combination to our credo, to the religion topic, because that means you have to believe in something. People were scared about this large wolf in Gévaudan – but was there a wolf, or was it a punishment of God, as a quote from the Bible: “and I will send the teeth of wild animals”? No one knows! But in the end, it means we have to believe in something even in yourself. And that is always a topic for Powerwolf.

MATEUSZ: Sure! In a song called “Blood for Blood (Faoladh)”, we can hear a typically Celtic instrument, bagpipes. Was it difficult to weave its unusual sound into the composition? Who played it?

FALK MARIA: The first thing is that this bagpipe thing was... first [laughter]. It was decided to have it in this song before we even had the guitars and other usual instruments recorded. When we had the idea to have the track about Faoladh on this album, we thought it would be needed to have more folkloristic behavior so the sound would somehow refer to those Irish anthems. And only then we added the guitars and everything else. But, to be honest, what sounds like a bagpipe, is in fact a sample and a keyboard [laughter]. It wasn't a real bagpipe because of the tuning. It's not possible to tune in the bagpipes in this deep tuning we have in Powerwolf's music. I'm honest, we played it on the keyboard – I did! And indeed it sounds like a real bagpipe [laughter]. And if we'd decide to play this song live and use the bagpipes, we would have to switch the tones because it has to fit, you don't have so much range to lower the tone. That's the reason we've chosen to do it like that.

MATEUSZ: There is another song on this album with typically “Powerwolfish” perverse title called “Undress To Confess”! The answer to this question is probably quite obvious, but I'd still love to hear you say it: what is this piece about?

FALK MARIA: I would say there's no Powerwolf album without a shocking naughty story! And this time it's a plot about, I would say, intimacy of confession... or something like that [laughter]. The rest just depends on your imagination. We always liked to write songs like that, starting from “Resurrection by Erection”. “Undress To Confess” is supposed to show the humorous, ironic side of Powerwolf. Our music is also an entertainment, not only a history lesson. And for example, we have a different approach in “Glaubenskraft”. The German lyrics of this song are very cynical and quite violent. And it's, so to speak, counterpoint to make clear that we even have a pinch of slippery humor in our music. And it's also an important message for our fans. And I think when you hear “Undress To Confess”, almost everybody can imagine what that means [laughter]. To say it in an explicit way, you know, if we have that title, it's like, “OK, what are they doing in the church...?” [laughter]. Well, that's it. So, yeah, as you can see, you should always approach Powerwolf's songs with a little bit of a certain sense of humor. And “Undress To Confess” is a little bit a cheesy song. You know, we have these organ parts and, in the middle of the song, a normal keyboard which sounds very much 80s. I like that, yeah!

MATEUSZ: Just like on the previous album, we also have a ballad here called “Alive Or Undead”. This is quite surprising as you've rarely had ballads on your earlier releases. Does this mean that now ballads will be a permanent part of Powerwolf's records?

FALK MARIA: That's a good question, because a few years ago, when we released our first ballad “Where The Wild Wolves Have Gone”, I said in a several interviews that we will never do it again, because it just... happened. And yet, now it happens for the second time. We didn't plan that, because we had this phrase and the piano part first and we didn't know if that will be a ballad in the end or will it be a faster song. So we waited a little bit like a wine in the cellar [laughter]. Then, after some time, we put Attila's voice on this mentioned piano part and decided that it'd be better if this song will be a ballad in the end. And in the meantime, we got to learn that it's good to do something like that from time to time. For example, we played “Where Wild Wolves Have Gone” at the Wacken Festival, where we were a headliner in 2019. Normally you don't play a ballad at an open air gig because you are expected to have only your fastest songs in your set. And when we played this song, we quickly recognized that people were really united and stand close to each other, you know, close to each other in these pre-pandemic times. And I don't know, perhaps that's the reason we dared to write a second ballad. But you never plan a song. Normally we just start with a chorus line or something like that, and then we build it up. So, I don't know, perhaps a ballad can happen again or we would never do it again in the future. Both options are possible!

MATEUSZ: But you are not planning it for now, right?

FALK MARIA: To be honest, we never plan to write this and this song again. For example, if you have a song like “Demons Are A Girl's Best Friend”, if you plan to do a second version of it – it would sound like a second version. That means it's more disappointing for everybody. So we just plan in writing the new songs and then we will see what's going to happen. And sometimes, it's also difficult, because we have good parts and after a while you recognize that we have to get rid of some of them. So it's a working process and we do it with passion. And in the end, we are choosing the songs we are really satisfied with.

MATEUSZ: Sure! The deluxe version of the new album will also include an additional disc called “Missa Cantorem”, on which your greatest hits will be sung by guests from other bands, including Johan Hegg, Christopher Bowes and Doro Pesch. Who was the most difficult to persuade to participate in this project? Who was the funniest to work with?

FALK MARIA: The very idea came up in South America, during the tour with Amon Amarth I've already told you about earlier. You've mentioned Johan – we are very close to each other, even though, quite surprisingly, we never did a tour together before. And then, finally, we did it for the first time. You know how does it look like – between the shows, there were many nice evenings and official parties spent together. And one morning I was just sitting there in the hotel lobby with Johan and it came to my mind that we have this song “Nighside of Siberia”, which is quite a typical Powerwolf song, but it also fits good for the Amon Amarth style. And I just asked him if he'd like to record this track with us - not having in mind to plan a whole compilation, but rather just to have this song with his voice released as a bonus track or special single. And normally it's quite difficult to find time to do together something like that, because every band has its own projects and go on tour at different times and in different places, so it's hard to catch each other in the studio. But he simply said “yes”. That brought us to the idea that we should ask more people we are close with to sing our songs – and so we did! And then, I would say, almost everybody said “yes, let's do that!”, and we discussed with them which songs would fit perfect to their voices. For example, Doro with her singing style was a perfect match with the ballad “Where The Wild Wolves Have Gone”. And you also asked about the funniest thing... You know, I would say sometimes I was really surprised with the results – for example, from Johannes Eckerström from Avatar, who decided to sing “We Drink Your Blood” and took a very different approach to the song than Attila did. So, when he sang it with his growl, it was very surprising to us, considering how much we got used to the melodic voice of Attila in this piece over the years. Yeah, there were many surprises, but in the end I actually love every single new arranged version of the songs included on “Missa Cantorem”.

MATEUSZ: So could you please clarify one thing regarding “Missa Cantorem”: these songs were sung only by invited guests, or are they duets with Attila?

FALK MARIA: No, it was sing your own song, so to speak. And we had prepared for our friends the tracks with instrumental versions of the songs, so they just only had to sing their chosen songs in their very own style. And, as I said earlier, they were free to choose the songs they want to sing. For example, Matt Heafy from Trivium told us that he is a Powerwolf fan for like 10 years, so he knew our songs very well. When we asked him which song would he like to sing, he suggested, a song that we never played live called “Fist by Fist (Sacralize or Strike)”. For me, it's a really underrated song which has as much potential as “Fire and Forgive” or “Sanctified with Dynamite”. So we are very, very happy that we could have this song again with a new voice. In the end, this material full of covers is really a good bonus to “Call of the Wild”.

MATEUSZ: Sure, I'm looking forward to listening to it! Just like your previous album, “Call of the Wild” was once again crafted by the production duo of Jens Bogren and Joost van der Broek. Do you like working with them? What made you pick them again to help you out with the new record?

FALK MARIA: On this album Jens Bogren have worked only on the mix, so he wasn't involved in the creative process. As I said earlier, with Joost van der Broek we worked already on “Best of the Blessed” album. He's also worked for Epica and Ayreon and specializes heavily in orchestration parts and symphonic stuff. This time, for the first time we send him, as our producer, some very early demo tapes. We wanted him to listen to the new material and tell us what he would add to it – maybe some orchestrations or choir. And that was a really good idea, because he had some new ideas of some new elements which could enrich the sound of these songs. Besides of the fact that Powerwolf had a really strong vision of what we want our songs to sound like, it was always good that he could work on some details. And, you know, after we recorded the stuff, he was already in a position to know what could be improved in some songs – and we loved this process. And yeah, it's always good to have someone by your side who can help you a little bit here and there.

MATEUSZ: As usual, the album have a beautiful cover – just like the previous time it was prepared by Zsofia Dankova. Could you explain the symbolism of this picture?

FALK MARIA: It is always the thing which concerns Powerwolf: the fight between good and evil. As always, Zsofia did a great artwork – as usually, the basic idea came from Matthew Greywolf. Together they worked it out and she painted the picture in this typical Powerwolfic style. Of course, it features the warewolf, which became our trademark similarly as, for example, Eddie is for Iron Maiden, obviously. On this artwork, you can see so much details on one side and the other side – you can see this balance between good and evil. And if you have a close look at this picture, maybe you will think that the evil has won the game – but there's a wolf behind, holding the handle tightly, and he can swirl it in which way he wants, you know what I mean? So there's always a bigger belief, a bigger power behind the scenes. And it's not only black and white, like it is very often in the church. There's always some shades of grey – and that is what the cover stands for. And it's also like what the title refers to: the “Call of the Wild” is the call that pulls Powerwolf and our fans back to the stage and in front of it – because our audience is always so loud and wild and, hopefully, we can do that again and be wild again together soon. And in the meantime, if live shows are not allowed, you can be wild listening to “Call of the Wild”. And that's the story behind it!

MATEUSZ: If the pandemic doesn’t affect your plans, you will return to touring after a long break later this year. What can we expect to see and experience during the shows you are preparing for?

FALK MARIA: I would say that you can expect a real wolfish madness – like always! This time, in Autumn, we will play a bigger venue in Poland so we can really use our pyro effects. The last time we played in Poland, the pyros weren't allowed, as far as I remember. So we always have a big, big show with the pyros and other fantastic stuff. And I guess one of the most important thing in the Powerwolf shows is the interaction between the audience and the band – and we really love that! So we have this bombastic stuff everywhere, to make our fans feel like they are in church so they can fully celebrate the metal mass! And on the other hand, it's basically the moments between the band and the audience that make our concerts so addictive – for example, the duel between Attila and me to divide the audience! We are like Moses and the audience is like the sea in front of us [laughter]. I think we will improve that or we will do other funny things – let's see what's going to happen. But we are already preparing, of course, to come back touring properly.

MATEUSZ: As you've just described, in addition to being the band's keyboard player, you often support Attila in interacting with fans. So do you feel like a co-frontman of the group?

FALK MARIA: Yes, I take that as a compliment, if you say that [laughter].

MATEUSZ: Yeah, it was absolutely meant to be a compliment!

FALK MARIA: To be honest, yeah, I feel a little bit like that! Sometimes, for example when I'm screaming without a microphone, it's obviously like David versus Goliath – in this case, I am a David and Attila is a Goliath. In the beginning, during our first tours, when I did the same thing, people didn't know what to think about it. The keyboard player in front of the stage, what is it? What is he doing? But, over the years, it became a very important part of the show. And for me, keyboard player, it was always hard just to stand in the background. You know, when you don't play the piece, you're just standing there and it's always a little bit boring. And yet there are quite a few keyboard players who make a significant contribution to the show! For example, Flake from Rammstein, my big idol, Chris Bowes from Alestorm, or Coen Janssen from Epica, and they all do a lot stuff during the concerts with their keyboards! So that's why we came up with the idea of those fights between me and Attila – and we are celebrating the show together. That's the behavior I really love to represent – and I really love to do it with Attila without my instrument in this case. It's really an amusing thing to do!

MATEUSZ: Yeah, exactly! And that's what makes your concerts so unique! That's not happening often during the shows of different bands. It's just a totally funny thing to watch and participate in!

FALK MARIA: Thank you. Thank you for that. But believe me, in the early days, not everybody found it that good. And it was like, “come on, what's that? What are you doing? You're a fucking heavy metal band, keyboard is not needed! And why are you jumping around?!” [laughter]. I was confronted with that very often, but that gives me even much more power. And in the meantime, I guess, I convinced many people that it's not that bad at all to have such a crazy keyboardist in the band!

MATEUSZ: It's definitely so, I always enjoy the moments when you join Attila in front of the stage!

FALK MARIA: Thank you!

MATEUSZ: As we have already mentioned, during the upcoming Wolfsnächte Tour you will visit Poland again – this time you will head to Katowice. It will not be the first time you will perform in my country. What are your memories from the previous visits here?

FALK MARIA: Always good! From the very beginning, my impression was that we have to tour more in Poland! When we go touring, it's normally only Warsaw and that's it – and I always told our booking agency that we should do more shows in Poland. So we did the last couple of years. And I don't know, in Poland it's different to Germany, because the people are, can I say... crazy? [laughter]

MATEUSZ: Definitely!

FALK MARIA: So crazy! My impression is that Polish fans always want to impress the band from the very first seconds of the show. When we enter the stage, it's like if they wanted to say: “we should show these guys that they will never forget that they were here!” – and that's absolutely great and I always love to be in Poland. To be honest, every time we are in Poland, there's also some tasty food waiting for us after the show – some traditional stuff which I always love to eat! And, last but not least, I had a lot of good memories. For example, we had a great day off in Poland, in Warsaw, after the show with Epica – we spent a great night in the Old Town. As you can see, only warm feelings – and we're looking to come back again and create much more good memories!

MATEUSZ: As we are getting close to the end of this interview – do you have any words straight from your heart that you would like to share with your Polish fans?

FALK MARIA: Yeah, I would say just one thing: stay wild and stay happy in this strange time! You know, we can stand it and we can go over it. And then we are all together again, as soon as possible. For now – take care, guys!

Tłumaczenie wersji PL oraz korekta wersji EN: Crushynka

Komentarze: