The Voice of Porażka - co nam dały talent-shows obecnej dekady?
Opinia Wyspy.fm

The Voice of Porażka - co nam dały talent-shows obecnej dekady?

Jeślibyśmy mieli oceniać nasze muzyczne talent-shows nie po słupkach oglądalności, a po tym jak po programach sprawują się ich uczestnicy, to musielibyśmy już teraz uznać, że The Voice of Poland przegrało w tym wyścigu na całej linii. Co też nie znaczy, że inne programy nie dały plamy.

Talent-show maści wszelakiej ci u nas dostatek. Wszędzie ktoś tańczy, śpiewa, robi fikołki, a ostatnio nawet gotuje. Jednak wciąż największe pole do popisu mają muzycy. W ciągu zaledwie ostatniej dekady, wszelakie możliwe wariacje tego typu programów pokazały nam całe mnóstwo talentów. Niestety, w większości przypadków po zakoóczeniu emisji dane nam było oglądać jedynie głośne upadki nowo rozbłysłych gwiazd.

Jednak nie zawsze było tak kiepsko. Problemem okazał się późniejszy przesyt. Kiedyś śpiewanie w telewizji było bardziej elitarne - choćby za czasów, kiedy monopol na to miała Szansa na Sukces w TVP2. Program, który przez wiele lat nie zmieniał swojej formuły, miał wyłącznie jednego prowadzącego, uczestnicy prezentowali naprawdę dobry poziom i nikt nie żebrał o smsy. I to przetrwało przez niemal 20 lat! Znacie inny program talent-shows z tak długim stażem? Mało tego - dzięki "Szansie" do dziś obserwujemy kariery m.in. Justyny Steczkowskiej, Kasi Cerekwickiej, Ani Wyszkoni, Kasi Stankiewicz czy Ewy Farnej.

Później nadszedł "Idol", który - czego się wtedy nie spodziewaliśmy - rozpętał lawinę nowej ery telewizji. Telewizji wyłaniającej "gwiazdy". I cudzysłów nie został tu użyty przypadkowo. Bo te gwiazdy gasły, kiedy tylko telewizja wyemitowała odcinek finałowy. Z "Idola" możemy do dziś wyróżnić 3 bardzo piękne i światłe wyjątki od tej reguły - Anię Dąbrowską, Monikę Brodkę i Krzysztofa Zalewskiego. Tomasz Makowiecki się poświęcił rodzinie, Alicja Janosz przepadła komercyjnie, Szymona Wydrę i Ewelinę Flintę nie słychać od wielu lat. A finalistów czwartej edycji, ostatniej, którą Polsat wyemitował 10 lat temu - już chyba nie pamięta nikt.
A jak to się ma w obecnej telewizji? Cóż - gorzej niż średnio.

The Voice of Poland w TVP2 po pięciu edycjach pokazało, że zwycięstwo w programie nijak nie potrafi pomóc - tylko jeden zwycięzca ciężko pracował po programie. Był to Damian Ukeje, zwycięzca pierwszej edycji w 2011 roku. Jednak i on kazał sobie bardzo długo czekać na wydanie debiutanckiej płyty, a po jej przesłuchaniu każdy świadomy słuchacz zdawał sobie sprawę, że album jest sumą kompromisów upodobań wokalisty z wymaganiami wytwórni (bo jako całość był bardzo przeciętną fuzją rocka z popem). Debiutancki album Natalii Sikory, która wygrała drugą edycję wylądował na...50. miejscu OLiSu, a drugi przepadł. A pozostali trzej zwycięzcy? O nich nikt nic nie wie. Poza samymi zwycięzcami, The Voice dało nam jeszcze dwie wokalistki z dalszych miejsc, które aktualnie niesamowicie wkurzają słuchacza swoją wszędobylskością - Sarsa Markiewicz, której "Naucz mnie" pewnie już nawet na Księżycu słyszeli, oraz Natalia Nykiel, która co prawda nagrała całkiem niezły album "Lupus Electro", ale to jak polskie radiostacje katują singiel "Bądź Duży" wręcz woła o pomstę do nieba. Sprawę jeszcze podgrzewa fakt, że w mediach częściej niż o uczestnikach mówi się o stale zmieniającym się składzie jurorskim programu - w fotelach zasiadali m.in. Nergal, Ania Dąbrowska, Maria Sadowska czy nawet Edyta Górniak i Justyna Steczkowska. Na dłużej lub krócej. Samych uczestników nikt w mediach lansowaś nie chce. I tyle nam dało The Voice of Poland. Aż się prosi bać nadchodzącej, szóstej edycji.

Nieco lepiej poradził sobie X-Factor, ale tylko nieco. Po czterech edycjach TVNowskiego show możemy bez problemu wskazaś dwie gwiazdy do dziś świecące na rynku muzycznym - Dawida Podsiadło i Ewelinę Lisowską (oboje wylansowali się w drugiej edycji programu, w 2012 roku). Obie młode gwiazdy prezentują różną od siebie muzykę - Ewelina dla słuchacza masowego, Dawid dla bardziej wymagającego. I oboje radzą sobie w tym bardzo dobrze. Możemy wyróżnić również Michała Szpaka, który ostatnio zatriumfował na opolskim festiwalu, czy też nieźle rockujących panów z zespołu Trzynasta w Samo Południe. A poza tym - nic. Laureaci X-Factora pojawiali się na chwilę po programie i równie szybko znikali - nawet zwycięzcy. Gienek Loska (zwycięzca pierwszej edycji, w 2011  roku)  po wydaniu dwóch płyt dalej śpiewa z gitarą na ulicy. Klauda Gawor - triumfatorka trzeciej edycji w 2013 - wydała jednego singla i zniknęła. A Artem Furman - zwycięzca ostatniego X-Factora sprzed roku - był ostatnio widziany jak śpiewa z gitarą na sopockim "Monciaku". Niech to wystarczy za cały komentarz o dobroci polskiego X-Factora.

Za to Polsat musiał wyciągnąć spore wnioski po "Idolu", bo stacja własnie szukuje się do już dziesiątej edycji prowadzonego z powodzeniem "Must Be The Music: Tylko muzyka". I trzeba przyznać, że tytuł jest naprawdę adekwatny. Uczestnicy programu mają znacznie większą swobodę działania, mogą się pokazać ze znacznie lepszej strony niż w innych programach - między innymi dlatego, że mogą wejść z własnymi instrumentami i repertuarem (polski X-Factor wprowadził to u siebie dopiero w ostatniej edycji). Jednak co z tego, skoro po dziewięciu edycjach przeciętny słuchacz jest w stanie wskazaś tylko dwa zespoły z tego programu - LemON oraz Eneja. Cała reszta całkiem niezłych muzyków się poddała... lub tworzy niekomercyjnie - przykładami są np. Olivia Anna Livki,  Chłopcy kontra Basia, Piotr Szumlas z Marcinem Zaborskim lub Piękni i Młodzi.

Talent-shows miały byś w Polsce odtrutką na przesyt programów z celebrytami. Mieliśmy oglądać zwykłych ludzi z niezwykłymi talentami. Mieliśmy w tych twarzach zobaczyś kogoś, z kim mogliśmy się utożsamiać. Kogoś bardziej ludzkiego niż te same, napompowane przez media gwiazdy. I niestety, z latami coraz bardziej zawodzimy się nawet na tych bardziej "ludzkich twarzach". To jak - gdzie byście chcieli zatriumfować i pozwolić światu oglądać swój upadek z piedestału, na który was wyniosły wyproszone smsy od telewidzów?

Komentarze: