Nasza recenzja

Songs From Yesterday

Czego się można spodziewać, kiedy dowiadujemy się, że Mietek Szcześniak postanawia wydać album z aranżacjami hitów Beatlesów, Rolling Stones i Erica Claptona? Na pewno nie takiego efektu, jaki dostaliśmy na Songs From Yesterday.

Swoją drogą, na samą zapowiedź kolejnego albumu z coverami i szybkim przejrzeniu ile takowych już w tym roku wydano (Andrzej Piaseczny, Diana Krall, Natalie Imbruglia, Ryan Adams, Katarzyna Groniec, Michał Bajor), można się zacząć obawiać, czy wśród muzyków nie panuje jakaś epidemia niemocy twórczej. Wszyscy mamy sobie coś z iżyniera Mamonia i lubimy piosenki, które już znamy. Ale też dobrze wiemy, że coverować też trzeba umieć.

Mietek Szcześniak z Krzysztofem Herdzinem - pianistą, współpracującym wcześniej m.in. z Kayah, Edytą Geppert i Anną Marią Jopek - wiedzieli o tym doskonale, więc zamiast tradycyjnych coverów zafundowali nam coś w rodzaju transpozycji utworów - z oryginalnych utworów wzięli teksty i aranże zrobili niemal od zera. Tym sposobem dostaliśmy świetnie jazzujące Satisfaction, jeszcze mocniej łapiące za serce surowym aranżem Tears In Heaven i Imagine, na które sam John Lennon by się wzruszył. A oprócz kilku dobrze znanych klasyków, panowie wzięli kilka nieoczywistych pozycji i równie ciekawie je przerobili, jak This Is Not America Bowie'go, Lovely Day Billego Withersa i What's Goin On Marvina Gaye'a.

Efekt? Bardzo intrygujący, ale też na dłuższą metę nieco usypiający, bo wszystkie utwory są zrobiono bardzo leniwie. Tak czy siak - wielkie brawa dla Mietka i Krzysztofa za tak niestandardowe podejście do coverowania. Im jeszcze daruję, ale jak dostanę w tym roku jeszcze jeden album z coverami, to głośno zaprotestuję...

Komentarze: