Nasza recenzja

Niepokoje

Wydawało się, że muzyczna przygoda tego zespołu skończy się na jednej płycie. Po kilku latach hibernacji, Milczenie Owiec przypomina się jednak nowym materiałem. A właściwie: praktycznie zaczyna karierę od zera...

Mam mieszane uczucia po przesłuchaniu tego albumu. Zacznę od tego, co mi się podoba. Po pierwsze: produkcja, całość brzmi klarownie, przestrzennie i ciężko. Po drugie: parę ciekawych pomysłów na mocarne i wyraziste riffy. Po trzecie: przebojowy kawałek „Degradacja” (słusznie wybrany do radiowej promocji). Po czwarte wreszcie: otwierający zestaw instrumentalny utwór tytułowy. Naprawdę fajnie zaaranżowany i ciekawie zbudowany. Ta kompozycja obiecuje wiele, niestety później Milczenie Owiec zbyt często zbacza na rockowe mielizny.

Większość utworów z „Niepokojów” cierpi z powodu „rozdwojenia jaźni” Zaczyna się coś naprawdę porządnym riffem, sekcja dokłada jeszcze ciężaru, wchodzi wokal i … czar pryska. Nie chcę przez to napisać, że pani za mikrofonem nie potrafi śpiewać. Nie, problem w tym, że brakuje jej ewidentnie rockowego pazura. Bardziej sprawdziłaby się raczej w łagodniejszej, pop rockowej konwencji. Milczeniu Owiec przydałby się ktoś z konkretnym „wygarem”. Jak kobitka z Viernej na przykład... Chyba, że zespół celuje w plenerowe imprezy, to co innego...
Problem Milczenia Owiec polega też na tym, że kapeli brakuje czegoś, co zdecydowanie wyróżniłoby ją spośród wielu rockowym grup z żeńskim głosem. Solidna płyta, parę fragmentów godnych uwagi, niestety niewiele więcej... Przynajmniej na razie.

Milczenie Owiec "Niepokoje"

Wydawca: MJM

Tracklista:
01. Niepokoje

02. Cela

03. Degradacja

04. Przyjdą tu

05. Kokon

06. Ćma

07. Bunt

08. Niewiele

09. Zapytaj mnie czy cię kocham

10. Koma

11. To koniec

12. Mgła

Komentarze: